Mam ich kilka. Spisanych na różne okazje. 4/30

Prezentują przeróżne MUST i odptaszkowane DONE. Te pierwsze są źródłem napięcia, czasem niepokoju, zastrzykiem adrenaliny, kulą u nogi i wyrzutem sumienia, ponieważ wiem, że jeszcze nie zostały dokonane. Piętrzą, kumulują przypominając śnieżne zaspy drobniutko zapisane. Drugie budzą mój uśmiech i są powodem do szczerej dumy, że udało się zrealizować wszystko to, co zaplanowałam i skutecznie skreślić spełnione pozycje. 

Znalezione u Charming-Charleston
Tworzę je przy każdej nadarzającej się okazji. Najważniejsze są te sekretne, nieśmiałe i długoterminowe, które wirtualnie układają w głowie. Muszę dojrzeć aby je ożywić, spisać i uwierzyć, że są możliwe.

Maleńkie codzienne bywają błahe, czasem zawstydzają mnie i nie jestem pewna czy powinny znaleźć się w kalendarzu spraw ważnych. Przy całym zmieszaniu elektronicznym jestem wierna papierowym notesikom i kartałkom kumulującym istotne myśli, ulotne słowa, skojarzenia, które kiedyś w odpowiedniej chwili na pewno przydadzą się. Wierzę w to, że okażą się zgrabnym pretekstem do stworzenia większej rzeczy.

Punkt po punkcie jak krok za krokiem. Dają piękne złudzenie uporządkowania, które jest tak niezmiernie ważne kiedy bywa się takim niecierpliwym i roztrzepanym Mistrzem w pisaniu LIST…




Zdrawiam przemiło Juju.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz