Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2010

Ludzie swoich miast patrzą inaczej na świat, który, na co dzień ich otacza.

Wrasta w ich umysł, tak, że przestaje mieć znaczenie powolna zmiana przestrzeni. Możesz niezauważony wejść w ich puste, zamyślone oczy i próbujesz zrozumieć jak to możliwe, że nie widzą tych wszystkich szczegółów, które Ty dostrzegasz. Maleńkich fragmentów. Nieistniejących w czasoprzestrzeni. 

Subtelnego zakrzywienia ulicy, nierówności chodnika na prostym szlaku. Barwa świateł ulicznych i znaków drogowych, w której rozróżniasz odcień zieleni od niebieskiej zieleni z domieszką brązu, która dla nich jest tylko pyłem. Słyszysz dźwięki, bezimienne tony, do których nie jesteś przyzwyczajony i próbujesz podświadomie zidentyfikować je z czymś, co znasz. Spoglądasz na nich czy w jakiś sposób usłyszeli, ale pustość oczu nie zmienia się, próba zapytania kończy się zawstydzeniem. Lekceważącym wzruszeniem ramion - czemu się człowieku dziwisz - zdziwiłbyś się bardziej otrzymując odpowiedź. Dla nich to i tak nie ma większego znaczenia.
Chwile, maleńkie białe piórka tańczące na wietrze. Niektóre z nich możesz pochwycić językiem. Przez ułamek sekundy trzymasz w ustach obracasz, badasz kształt, porównujesz ostre fragmenty, charakterystyczne pojedynczym zdarzeniom. Układasz pomiędzy sobą i kiedy masz już wrażenie, że mógłbyś je połknąć i zatrzymać w sobie, zaczynają pęcznieć. Przeciskają pomiędzy zębami. Otaczają ostrymi kolcami i nieoczekiwanie wbijają w Twoje podniebienie, tak, że nie potrafisz utrzymać oddechu i jedyne, co możesz zrobić to najszybciej wypuścić je wraz z bąbelkami lepkiej śliny ściekającej po wardze wzdłuż krtani. Ślina powoli spływa, czujesz jakby coś obcego pełzało po Twojej skórze, coś, czego nie możesz usunąć, ani dotknąć. Ślina powoli wsiąka w Twoją białą koszule, a wszystko trwa dłużej niż ta pierdolona chwila.
Chłopiec. Miał na imię Sza. Nie wiedział, że tak na niego wołali. Od zawsze był ślepy i nie słyszał świata. Nigdy nie czuł smaku cukru, ani woni krwi na zmiażdżonych wargach i nigdy nie tr…