Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ludzie swoich miast patrzą inaczej na świat, który, na co dzień ich otacza.

Minh Bui Wrasta w ich umysł, tak, że przestaje mieć znaczenie powolna zmiana przestrzeni. Możesz niezauważony wejść w ich puste, zamyślone oczy i próbujesz zrozumieć jak to możliwe, że nie widzą tych wszystkich szczegółów, które Ty dostrzegasz. Maleńkich fragmentów. Nieistniejących w czasoprzestrzeni.  Subtelnego zakrzywienia ulicy, nierówności chodnika na prostym szlaku. Barwa świateł ulicznych i znaków drogowych, w której rozróżniasz odcień zieleni od niebieskiej zieleni z domieszką brązu, która dla nich jest tylko pyłem. Słyszysz dźwięki, bezimienne tony, do których nie jesteś przyzwyczajony i próbujesz podświadomie zidentyfikować je z czymś, co znasz. Spoglądasz na nich czy w jakiś sposób usłyszeli, ale pustość oczu nie zmienia się, próba zapytania kończy się zawstydzeniem. Lekceważącym wzruszeniem ramion - czemu się człowieku dziwisz - zdziwiłbyś się bardziej otrzymując odpowiedź. Dla nich to i tak nie ma większego znaczenia.
Chwile, maleńkie białe piórka tańczące na wietrze. Niektóre z nich możesz pochwycić językiem. Przez ułamek sekundy trzymasz w ustach obracasz, badasz kształt, porównujesz ostre fragmenty, charakterystyczne pojedynczym zdarzeniom. Układasz pomiędzy sobą i kiedy masz już wrażenie, że mógłbyś je połknąć i zatrzymać w sobie, zaczynają pęcznieć. Przeciskają pomiędzy zębami. Otaczają ostrymi kolcami i nieoczekiwanie wbijają w Twoje podniebienie, tak, że nie potrafisz utrzymać oddechu i jedyne, co możesz zrobić to najszybciej wypuścić je wraz z bąbelkami lepkiej śliny ściekającej po wardze wzdłuż krtani. Ślina powoli spływa, czujesz jakby coś obcego pełzało po Twojej skórze, coś, czego nie możesz usunąć, ani dotknąć. Ślina powoli wsiąka w Twoją białą koszule, a wszystko trwa dłużej niż ta pierdolona chwila. Chłopiec. Miał na imię Sza. Nie wiedział, że tak na niego wołali. Od zawsze był ślepy i nie słyszał świata. Nigdy nie czuł smaku cukru, ani woni krwi na zmiażdżonych wargach i nigdy nie t...

"Drzewa" ...o poszukiwaniu marzeń

Elspeth McLean Napisane 12.03.2005. …jest wiele pięknych drzew w ogrodzie życia. Niektóre, kiedy spotykasz po raz pierwszy są jeszcze niskie, ogołociałe, zszarzałe w maleńkich pączkach. Beztroskie, iż bawią. Chcesz im dopomóc, aby wyrosły na rozłożyste, rozkwiecone rośliny, bo wiesz, że nie ma nic cudowniejszego dla Drzewa niż ozdobić kwiatem szczęścia, ku uśmiechowi ptaków, wijących wśród jego konarów ciepłe, przytulne gniazda. Dosięgnąć nieba. Dla deszczu, chmur i cienia, delikatnie pełzającego w pieszczocie wiatru, wśród traw i piasku.
7/07/2015 Zauważyłeś, że jest coś ulotnie podobnego w pisaniu na klawiaturze i powolnym stąpaniu po biało czarnych fortepianowych kamyczkach? Nie wiesz tego, ale najbardziej lubię pisać mając pod powiekami delikatne pląsanie czystego dźwięku niezakłóconego ubarwioną puentą. Myśli spokojnie przenikają przed oczami i są inne, niż te, które na co dzień tak zimno i bezdusznie mrożą racjonalne decyzje. Słowa swobodnie wypełniają białymi literkami niebieskie tło pulpitu… Kiedyś marzyłam, aby mieć starą maszynę do pisania. Wyobrażałam sobie, że siedzę gdzieś daleko sama, na jakieś kolorowej łące. Nad głową mam jasno błękitne niebo. Białe wełniaste chmurki suną spokojnie, kręcąc pod anielskimi stópkami, a wiatr łagodnie szeleści soczyście zieloną trawą. Zieleń pomazana kolorowymi kwiatkami dotyka moich bosych stóp. Uśmiecham. Maszyna do pisania jest zwykła, czarno-srebrna z wystającymi ząbkami, topornymi przekładniami i błyszczącymi miedzianie korbkami do przewijania papieru. Klawisze do ...

z 2002r. przepisane z przypadkowej kartki – „Nion”

Pragnąc dotyku wody schyliła po płatki wrzosu. Klucz do Niemej Krainy Siedmiu Światów. W tamtej chwili nie wiedziała jeszcze jak wiele sił i wiary będzie potrzeba u kresu tej Drogi. Szepty otwierające wszystkie zamki… „Im więcej do mnie docierało, tym silniejsza stawała się Pokusa przetrwania, wiotkie delikatne życie o najcieńszej z możliwych linii, tak proste do przerwania nie poddawało tak łatwo. Mawialiśmy o niej Instynkt, nie znała litości. Nawet dla mnie… Dzieci Bogów… Smoków Jasnych Zmierzchów, Brunatnych Fal północnego brzegu Niemej Krainy – nie mieliśmy wyboru. Nie znałam domu, od lat uciekałam przed przeszłością jeszcze bardziej lękając tego, co miało dopiero nadejść. Nikt nie potrafił powiedzieć mi, co tak naprawę przerażało mnie najbardziej. Wiecznie bojaźliwi, iż zniszczę ich świat, wiarę i nadzieję – byłam przeklęta – nie wiedziałam, że posiadam taką moc… Poranek przyniósł jawę całego tragizmu. Kiedy myślałam, że szczęście jest wrzosowym cieniem na dnie poprutej sakiewki....