Przejdź do głównej zawartości
7/07/2015

Zauważyłeś, że jest coś ulotnie podobnego w pisaniu na klawiaturze i powolnym stąpaniu po biało czarnych fortepianowych kamyczkach? Nie wiesz tego, ale najbardziej lubię pisać mając pod powiekami delikatne pląsanie czystego dźwięku niezakłóconego ubarwioną puentą. Myśli spokojnie przenikają przed oczami i są inne, niż te, które na co dzień tak zimno i bezdusznie mrożą racjonalne decyzje. Słowa swobodnie wypełniają białymi literkami niebieskie tło pulpitu…

Kiedyś marzyłam, aby mieć starą maszynę do pisania. Wyobrażałam sobie, że siedzę gdzieś daleko sama, na jakieś kolorowej łące. Nad głową mam jasno błękitne niebo. Białe wełniaste chmurki suną spokojnie, kręcąc pod anielskimi stópkami, a wiatr łagodnie szeleści soczyście zieloną trawą. Zieleń pomazana kolorowymi kwiatkami dotyka moich bosych stóp. Uśmiecham. Maszyna do pisania jest zwykła, czarno-srebrna z wystającymi ząbkami, topornymi przekładniami i błyszczącymi miedzianie korbkami do przewijania papieru. Klawisze do pisania ostro wystają, każdy z osobna, a literki i znaki dokładnie wyryte na powierzchni tak, że nawet jakbyś zamknął oczy mógłbyś na ślepo odnaleźć to czego szukasz…

Gdyby żył mój dziadek miałabym dziś swoja starą maszynę, ręcznie zrobioną sztalugę pomalowaną żółtą farbką i koło garncarskie z małym zydelkiem… Z przekory zapytałam kiedyś brata czy mógłby mi takie złożyć, nie jest to chyba bardzo skomplikowana konstrukcja… Wiem, że nie zrobi, ale za to ja sama jeśli dostatecznie uprę, to znajdę części i skręcę.W wolnych chwilach usiądę na balkonie i będę lepić małe kanciaste dzbanuszki albo pogniecione asymetryczne talerzyki. Będę cieszyć jak małe dziecko z każdego najbrzydszego dzieła. Tylko gdzie je później wypalę? To trochę jak z moimi kieliszkami, których jeszcze nie ma, wydmuchane kolorowe bąbelki złudzeń… Jestem bardzo niecierpliwa, to wszystko musi poczekać… a ja tak bardzo nie lubię czekać.

|2010, luty 16|

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jutro - idealne słowo dla wielbiciela samodoskonalenia - 10/30

Wiem, nie ja jedna znam to błędne koło. Plan wszystkiego co możliwe i odkładanie owego na magiczne JUTRO. Jeśli i Ty z uwielbieniem tworzysz listy do zrobienia, zaległości piętrzą bezlitośnie, a później z równym wdziękiem znajdujesz hiperistotne wytłumaczenia dlaczego by czegoś nie zrobić następnego dnia – to wiedz, że nie jesteś sam. Wiem jak się czujesz.  Na wielu stronach można przeczytać przemądre rady jak skutecznie ułożyć sobie kalendarz zadań. Jak efektywnie oszacować każdą najmniejszą mikrosekundę naszego bezcennego czasu, tym samym tracimy czas na czytanie jak ten czas zaoszczędzić. Brzmi to absurdalnie, ale tak jest z wieloma rzeczami i sprawami.  Zamiast coś zrobić szukamy tysięcy sposobów jak do tego zabrać się, bo łatwiej jest uczyć na cudzym doświadczeniu i błędach niż osiągnąć coś poprzez zaangażowanie własne. Szybko, na skróty, najkrócej jak się da. Ba, jesteśmy o tym nie raz przekonywani na siłę, że bez tej cennej wiedzy niczego sami nie zrobimy. Włąc...

Mikroprzerwa, nowy projekt. „Miliontrylion pasji” i rozszczelniona próżnia.

Si! Udało mi się wreszcie znaleźć garści czasu na klawiszowe mędrkowanie. Stęskniłam się za blogowym rytmem. Istnieje nadzieja, że niebawem uda mi się nadrobić zaległości w pisaniu, które zaplanowałam sobie. Nie po to dołożyłam tylu starań w reaktywację mojej małej internetowej wyspy, aby za chwilę ją bezczelnie porzucić. Nawet, jeśli tak mogło się wydawać spieszę z zapewnieniami, iż nie zapomniałam. Jednocześnie nałożyło się kilka wątków. Coś pomiędzy poszukiwaniem idealnej wymarzonej pracy, a przesytem internetowo-kreatywnym i pustosłowiem wszechobecnym.  Status osoby zatrudnionej.  Po kilku miesiącach niezaplanowanego urlopu powróciłam do statusu osoby zatrudnionej. I choć nie jest to praca marzeń warto zaznaczyć fakt, iż jest i stanowi dość istotny progres na linii mej pokręconej drogi ku własnemu miejscu. Pracując mam bardzo wiele czasu na rozmyślanie, średnio osiem godzin dziennie wpatruję się w kolorowe excelowe rubryczki. Co niestety poskutkowało tym, że po powr...

Smutek... i gwar nad zadumą, a tłok w ciszy. 1/30

Postanowiłam wziąć udział w listopadowym wyzwaniu blogowym zaproponowanym przez Maknete. Wcześniej miałam możliwość gościć kilkakrotnie na organizowanym przez nią środowym Wspólnym Dzierganiu i Czytaniu , do którego powróciłam po wrześniowej przerwie z wpisem prezentującym kolejny tom aktualnie czytanego przeze mnie "Oka Jelenia".  Nie mogę obiecać, że uda mi się zrealizować wszystkie tematy zaproponowane przez Maknete ale będę się starać i mam nadzieję, że większość z nich pojawi się w odpowiednim czasie. Odkryte na  Fleaing France Tak więc zapraszam do wspólnego blogowego szeptania, zaś dziś chciałabym rozpocząć pierwszym wpisem zawierającym w sobie... ...SMUTEK. Nie jest rzeczą trudną odczuwać smutek. Nie w taki dzień jak dzisiaj kiedy to uczucie towarzyszy nam z założenia. Wpisane jest niejako w kalendarz wraz z datą pierwszego listopada. Święto , owiane chryzantemowym zapachem obwarzanków i kiełbasek, upiększone romantycznym blaskiem zni...